Logo SGH

Stop ACTA? Cz. 2 – Cyfrowa komercjalizacja twórczości

Zobacz również:  Stop ACTA? Cz. 1 – Korporacyjna Wiosna Ludów

Nieciągłość rozwoju, będąca wypadkową przełomów technologicznych i dyfuzji technologii cyfrowych, w szczególności Internetu i telefonii mobilnej, utrudniła prognozowanie ekonomiczne na podstawie ekstrapolacji trendów. Ten problem ze znakomitą prostotą uwidacznia pytanie dziecka: „Jak ludzie wysyłali sobie e-maile zanim wynaleziono Internet?”. Zmienił się również krajobraz gospodarki. Przedsiębiorstwa starego typu przypominają olbrzymie liniowce próbujące manewrować, otoczone chmarą mniejszych statków i superszybkich motorówek. O ile wcześniej te liniowce znajdowały się w przewidywalnym otoczeniu przypominającym ocean, w którym okazje biznesowe były dużego kalibru i trwały dość długo, o tyle współczesna sytuacja przypomina archipelag niedużych jezior, w których jedynie pasma okazji mają bardzo dużą wartość, lecz czas na ich wykorzystanie radykalnie się skraca. Istnieje więc olbrzymie zagrożenie dla przedsiębiorstw- liniowców, gdyż mogą one osiąść na mieliźnie lub zderzyć się ze skałą i ulec zniszczeniu w pościgu za okazją biznesową.

Co zatem powinny robić korporacje przypominające olbrzymie liniowce pływające po jeziorach? Powinny przeorganizować strukturę rozbijając jednolity, korporacyjny organizm na o wiele mniejsze części składowe, działające na zasadzie start-upów. Agregacja działań na zasadzie przedsiębiorczości sprawdza się lepiej od wielopoziomowych struktur korporacyjnych, gdyż jest efektywniejsza, bardziej elastyczna, innowacyjna i bardziej otwarta na współdziałanie z otoczeniem [1]. Rozwój technologii mobilnych i rozwiązań społecznościowych zapewnia dziś takie możliwości współpracy, jakie jeszcze niedawno byłyby zupełnie nie do pomyślenia. W efekcie tego, najbardziej istotne stają się umiejętności komercjalizacji efektów współdziałania z wieloma partnerami zewnętrznymi (nie zaś tylko między poszczególnymi częściami organizacji). Nowością jest możliwość tworzenia wartości poprzez dzielenie się oparte na modelu darmowości.

Strategię dzielenia się zasobami „za darmo” można odnaleźć w usługach VOIP (Voice over IP), np. świadczonych przez Skype lub VoIPgain. Za pomocą tych programów można wykonać darmowe rozmowy telefoniczne oraz za darmo (lub bardzo tanio) łączyć się z Internetu ze zwykłymi telefonami (i odwrotnie). Oba programy zostały zaprojektowane w taki sposób, żeby wykorzystywały zasoby komputerów połączonych z siecią VOIP. Gdy używamy program Skype, dzielimy się naszym komputerem (pracą procesora, pamięcią itp.) w funkcjonowaniu całej sieci połączeń tego operatora. Mimo, że poprzez rozmowy, użytkownicy wspierają rozwój oferentów usług VOIP,  robią to realizując własne potrzeby, a nie po to by dzielić się swoimi zasobami.

Innym wariantem dzielenia się wykorzystującym wolne zasoby jest dźwignia wartości wytworzona na zasadzie mechanizmu opartego na obliczeniach rozproszonych. Obliczenia rozproszone to działania polegające na zaangażowaniu bezczynnych cykli procesorów komputerów osobistych połączonych do sieci dla realizacji jakiegoś celu. Jednym z tego typu przedsięwzięć jest Einstein@home, którego celem jest wyszukanie fal grawitacyjnych w danych zebranych przez Laserowe Interferencyjne Obserwatorium Fal Grawitacyjnych. Projekt oficjalnie został uruchomiony w 2005 r. przez Amerykańskie Stowarzyszenie Fizyków. Korzysta z obliczeń rozproszonych na setkach tysięcy udostępnionych przez ochotników komputerach znajdujących się w kilkuset krajach. W ten sposób rozwiązany został problem z brakiem narzędzia do analiz ogromnych ilości danych. [2]

Współpraca w ramach modelu darmowości nie funkcjonuje w oparciu o reguły rynkowej płatności za każdą usługę. Odbywa się ona z pominięciem cen. Przy tworzeniu wartości pieniądze się ignoruje, mimo iż cel współpracy może przybrać wymierne zyski. Nie jest to w czystej postaci altruistyczne działanie. Taka współpraca odbywa się również w oparciu o wymianę, mimo iż może sprawiać wrażenie darmowości. Jej specyfikę w kontekście gospodarki dzielenia się, w sposób bardzo trafny opisał Lawrence Lessig na przykładzie relacji kochanków. „Każdy kiedyś miał, ma albo będzie miał kochanków(i). I taki rodzaj relacji mieści się w ramach złożonej gospodarki dzielenia się. Stwierdzenie: ‘To było wspaniałe. Masz tu 500 dolarów!’ nie jest okazywaniem wdzięczności w tego typu relacjach.[…] Kochankowie wymagają od siebie nawzajem. Tak już jest, że wymagania mają złożony charakter. Jeśli uprości się je, wyznaczając cenę, zniszczy się związek.” [3]

Dostosowanie się do nowych reguł gospodarki cyfrowej  nie jest zadaniem łatwym, a do tego ryzykownym. Można za to liczyć na znacznie szybsze wzrosty wartości. Za czasów rozwoju Forda, General Motors czy Coca-Coli trzeba było dekad, aby osiągnąć taki sukcesy jakie osiągnął Facebook. Powstał on w 2004 r. a już jest jednym z najważniejszych firm świata. Jego wartość szacuje się na 100 mld dolarów. Podobnie ekosystem Google, który również bazuje na komercjalizacji wiedzy, jest warty ok. 200 mld USD, a przecież jeszcze niedawno był tylko start’up-em.[4] Do grona niewiele starszych firm, które można uznać za symbol zmiany tworzenia wartości należą również np.: Amazon, Yahoo!, MySpace, e-Bay, Microsoft, Apple, czy niedawno powstały Groupon (rozpoczął działalność pod koniec 2008 r., a trzy lata później został wyceniony podczas debiutu na giełdzie na 20 mld dolarów).

Ten efekt przyśpieszenia ma również drugie oblicze. Coraz trudniej jest utrzymać wzrost długofalowy, gdyż cykl życia okazji biznesowych radykalnie się skraca, a w wyniku małych barier wejścia panuje duża konkurencja. Szczególnie widać to na przykładzie wspomnianego już Groupona, największego na świecie portalu oferującego kupony zniżkowe. Jego model biznesowy można łatwo skopiować. W ciągu dwóch lat zakupy grupowe w sieci stały się rynkowym przebojem. Wraz z tą modą jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać klony Groupona. Innym przykładem jest „wojna przeglądarek”. Symbolem tej wojny było zniknięcie w 1998 r. wielkiego pioniera – przeglądarki Nestcape Navigator – zaledwie w trzy lata od rynkowego debiutu, pomimo, że w ciągu kilku miesięcy przeglądarka ta odniosła zawrotny sukces.

Większość korporacji (nawet tych, które się przystosowały do realiów gospodarki cyfrowej) ma prawo czuć się zaniepokojone w tych burzliwych i niepewnych czasach. Wydaje się, że strategia pokonania konkurencji z użyciem starych – „analogowych” modeli biznesu, przypomina dziś próbę przejęcia rynku tabletów poprzez sprzedaż pagerów. Czy więc tylko zerwanie z przeszłością i dostosowanie się do nowych realiów prowadzenia działalności gospodarczej jest drogą do sukcesu? Otóż niekoniecznie, jest również inna metoda budowania przewagi konkurencyjnej. Historia przestępczości zorganizowanej dowodzi, że można w sposób „analogowy” (czyli stary, tradycyjny) z powodzeniem komercjalizować twórczość i równocześnie systemowo przejmować wartość od nowej konkurencji. Strategia taka powinna być oparta na założeniu, że komercjalizowana będzie twórczość nie własna, ale cudza, wytworzona w sposób „cyfrowy”. Jeśli zostanie stworzony przymus – np. prawny takiej komercjalizacji (zwany „ochroną” twórców), korporacje znowu będą się cieszyć trwałą przewagą konkurencyjną, działając tak jak poprzednio. W relacjach pomiędzy korporacjami a twórcami nastanie sytuacja odwrotna do gospodarki dzielenia się. „Kochającą się” wymianę zastąpi prostytucja, czyli sex w ramach gospodarki komercyjnej. Zamiast modelu darmowości narzucona zostanie płatność pieniężna. Organy ochrony interesów twórców będą więc chronić nie twórców, ale korporacje oraz wcześniejszy system dający im kontrolę nad procesem twórczości. Przy takim scenariuszu wydarzeń mamy do czynienia z parodią troski o twórców, w której instytucje ochrony własności intelektualnej przypominają Wojskową Radę Ocalenia Narodowego administrującą krajem w czasach stanu wojennego. W imię rozwoju twórczości następuje jej rozbój, a wszystko dzieje się w zgodzie z przepisami prawa. Rodzi się przez to problem moralny jak z filmu „In Time” (2011) w reżyserii Andrew Niccola: „Czy skradzione można ukraść”?

Mechanizm ochrony interesów korporacji w wyniku „analogowej” komercjalizacji „cyfrowej” twórczości, może obrazować Ewangelia o cudownym rozmnożeniu chleba (Łk 11,9-11). Omówiony w niej sposób pomnażania pożywienia bardzo przypomina  metodę stosowaną przy zarządzaniu wiedzą. Podobnie jak cudownie rozmnożone bochenki, również wiedza w wyniku „rozdawania” nie traci na wartości i wadze, co więcej jej ilość wzrasta. I to nie jest żaden cud. Jeśli każdy mógłby rozmnażać w taki sposób chleb, byłby to rewolucyjny system produkcji pieczywa. W konsekwencji zmiany systemowej, piekarnie musiałyby zbankrutować lub przestawić się z produkcji na świadczenie usług. Jest jednak prostsze rozwiązanie. Wartość można uzyskać wykorzystując „rozmnażaczy” chleba i „odwirowując” większość zysku dla siebie. Można to zrobić poprzez opatentowanie rozmnażania. Dzięki temu osoby, które będą chciały nadal wytwarzać chleb metodą „rewolucyjną”, zmuszone zostaną do płacenia za licencję. W przeciwnym razie zostaną uznani za piratów i pociągnięci do odpowiedzialności karno-finansowej.

Mimo, iż współcześnie zmienił się poziom i jakość oraz skala twórczości – w myśl słów Antoine’a de Saint-Exupéry’go: „Aby zdobyć wielkość, człowiek musi tworzyć, a nie odtwarzać”, niekoniecznie spowoduje to odejście od feudalnego systemu reprodukowania statusów. Pomimo, że najważniejszymi aktywami firmy nie są surowce, systemy transportowe czy wpływy polityczne, tylko kapitał twórczy [5], nie oznacza to jednak automatycznego polepszenia warunków pracy. Zamykanie wolnego dostępu do wiedzy oraz blokowanie innowacyjności poprzez źle skonstruowane prawo własności intelektualnej, może na nowo tworzyć z pracowników niewolników (mimo, że będą pracować na nowych zasadach – np. na własny rozrachunek metodą start-up’ową).

W Ewangelii (Mt 13,44-46) opisane zostały sytuacje dotyczące radykalnego zerwania z utartymi schematami. Odpowiadały one na pytanie: jak znaleźć skarb o wartości znacznie większej od tej, którą można uzyskać stosując metody tradycyjne? Ewangelia zachęca do podjęcia wysokiego ryzyka przy poszukiwaniu prawdziwego skarbu (Królestwa Bożego), gdyż nagroda jest bezcenna, warta poświęcenia wszystkiego. W naukach biblijnych osoby tak postępujące nazywane są „bożymi szaleńcami”. W naukach ekonomicznych rolę takich osób  pełnią twórcy, przedsiębiorcy–innowatorzy. Również i oni działają na przekór utartym standardom i często są uznawani za dziwaków, dopóki efekty ich pracy nie zostaną zastosowane w praktyce. Miejmy nadzieję, że reforma prawa własności intelektualnej ułatwi dzielenie się wiedzą, dzięki czemu „prawdziwy skarb” znajdzie więcej osób.



[1] Zob. np.: M. Iwański, M. Kiciński, Być dużą firmą i start-upem. Jednocześnie, Harvard Business Review Polska, wrzesień 2010;  L. Czarnecki, „Jak zarobić następny i… następny milion”, Harvard Business Review Polska, maj 2010; A. Herman, Małe znowu jest piękne, [w:] Raport: Siła segmentu MSP, Forbes, lipiec 2007, str. 60-63

[2] http://pl.wikipedia.org/wiki/Einstein@Home

[3] L . Lessig, Remiks. Aby sztuka i biznes rozkwitały w hybrydowej gospodarce, Wydawnictwo Akademickie i Profesjonalne, Warszawa 2009, s. 148.

[4] A. Noga, Przedsięwzięcie Facebooka a teorie przedsiębiorstw, [w:] R. Sobiecki, J. Pietrewicz (red.),  Koszty transakcyjne. Skutki zmian dla przedsiębiorstw, OW SGH,, Warszawa 2011, s. 114.

[5] R. Florida, J. Goodnight,  Zarządzanie kreatywnością [w:] Sprawna i efektywna organizacja. (praca zbiorowa) Harvard Business Review One Press 2007.


Wojciech Kurowski

Wojciech Kurowski

Doktorant w Instytucie Zarządzania Wartością, SGH. Zainteresowania naukowe: przejmowanie wartości w gospodarce cyfrowej. Autor prowadzi blog dostępny pod adresem: www.wojciechkurowski.blogspot.com.
Zobacz inne artykuły autora »



Napisz komentarz


Premium Wordpress Themes